nr. 83
VICTORIA, BC,
Grudzień 2017
NavBar

INFORMACJE 
LOKALNE
ważne adresy i kontakty

REKLAMA
Polskie delikatesy
w Victorii


NADCHODZĄCE IMPREZY
I WYDARZENIA

Obiad Noworoczny
Dom Polski
14 stycznia

Zabawa Sylwestrowa
Dom Polski
31 grudnia


ARTYKUŁY

Bibliotekarka
Dyżurna


Z. Kossak-
Cicha Noc


S. Smolka-
W Wigilię

Bożego Narodzenia

Opłatek
tradycja

B.Ulewicz-
Camino

pielgrzymka

E.Kamiński-
Zapiski"

ciąg dalszy

S. Rdesiński
Flis

odrzański

A.Kurnicki-
Generał Rowny

wspomnienie

Orle gniazdo
polska legenda

Teleskop TMT
astronomia

Życaenia
świąteczne


Helena Mniszkówna
Trędowata

odc. 38

Rozmaitości

Indeks autorów

Edward Kaminski

Exodus z imperium największych krasnoludków.
zapisków ciag dalszy

Na długich postojach, czy w czasie jazdy żołądek upominał się o swoje. Po nadpsutych specjałach otrzymanych na drogę pozostały tylko złe wspomnienia. Pół biedy, gdy postój bazaru wypadał na większej stacji. Tam do przydziałowej zupy można było coś dokupić na miejscowych bazarach. Na małych przystankach nie było takich luksusów - ani zupy, ani bazaru. Otrzymanie chochli mazistej bryji uzależnione było nie tylko od udostowierenia. To byłoby zbyt proste. Kto jeszcze nie wpadł w tryby sowieckiego systemu łagrów nie mógł nawet przypuszczać, że życie więźnia zależało też od posiadania własnej miseczki, chociażby blaszanej puszki po konserwach. Na bazarowych stoiskach ze starzyzną były one poszukiwanym towarem. Nawet pogięte i dziurawe. Dziurę można było zalepić ugniecionym chlebem. Łagiernik, który nie miał własnego pojemnika, albo mu ukradli, musiał czekać aż któryś z więźniów pożyczy mu po zjedzeniu swojej porcji. Dostawał zimne resztki z kotła, albo wcale. Najczęściej ginął w pierwszej kolejności. Przepisy, regulaminy na stacjach kolejowych były przedłużeniem formuł życia więziennego. Jedno z najważniejszych: dopchać się na czas do kotła.
Kto wie ilu z nas dotarło by do Kujbyszewa - wspominał Stanisław - gdyby nie “dobrowolni przesiedleńcy”, uwolnieni z kołchozów. Przed dojazdem do każdej stacji bacznie śledzili uprawne pola po obu stronach torów. Po kolorze rozpoznawali kartofliska i wszystko inne nadające się do zapchania brzucha. Nalot “szarańczy” zaczynał się o zmroku. O tej porze roku powinno być już po wykopkach. “Na szczęście” mężczyzn w kołchozach powołano do wojska, pozostały kobiety i dzieci. Brakowało rąk do pracy.
Zdarzyło się, ziemniaki pieczone na ognisku obok torów były prawie gotowe. Na niespodziewany sygnał odjazdu wszyscy rzucili się do wagonów. Żal po niedoszłej kolacji wspominał Stanisław - pozostał mu w pamięci na lata.
Pociąg wlókł się niemiłosiernie. Po 5-u dniach dotarł do Czity, stolicy Zabajkalskiego Kraju. W imperium sowieckim gdzie propagandowo wszystko było najwspanialsze, największe włącznie z krasnoludkami, każda z takich stolic musiała mieć coś z takich “naj”. Tym razem był to największy kontrast, niczym kwiat do kożucha, między ładną, okazałą stacją z niską, drewnianą zabudową miasta.
Kilkaset kilometrów dalej - Ułan Ude, stolica Republiki Buriackiej, nad brzegami rzeki Saliny, największym dopływem zasilającym Bajkał. Duża stacja w centrum miasta umożliwiała podróżnym “podziwiać” tamże największą na świecie, blisko 8 metrów wysoką statuę ojca rewolucji - Lenina, wzniesioną w 1920 roku. Gdybyż życzenia głodnych sojuszników z transportu do Kujbyszewa i nie tylko ich miały siłę rażenia, z 42 tonowej statuy pozostała by kupa gruzu. Z powodu wiadomym tylko wtajemniczonym, miasto było niedostępne dla gości zagranicznych. Nas innostrańców, ale i sojuszników - wspominał Stanisław - wyraźnie zaszczycono wyróżnieniem. Niestety brakowało okolicznościowego poczęstunku. Pal ich licho, ważniejsze, że byliśmy już bliżej Bajkału słynnego nie tylko z najwspanialszych widoków ale i znanych z gościnności tamtejszych mieszkańców - Buriatów.
Rzeczywiście Bajkał urzekał. Przepiękne widoki błękitnej tafli wody na tle gór zachwycały nie mniej niż obfitości straganów na przystankach. Omotane chustami babuleńki, bo było już zimno, zwłaszcza po zachodzie słońca, serwowały suszone i wędzone ryby, ugotowane ziemniaki, jarzyny, czasami nawet - o dziwo! - jajko i kawałek upieczonego kurczaka.
Na odcinku 260 km , wokół południowej końcówki jeziora, nad brzegami, w szczególnie trudnych warunkach klimatycznych i terenowych zbudowano kilkaset wiaduktów i wydrążono 40 tuneli o łącznej długości 6 km. Układ nadbrzeżnych skał uniemożliwiał użycie ciężkich maszyn. Większość trasy powstała wysiłkiem rąk najemnych chłopów, żołnierzy i niewolniczej pracy więźniów, przy pomocy najprostszych narzędzi, łomów, młotów i dynamitu. Oblicza się, że na jeden kilometr trasy zużyto tonę materiałów wybuchowych. Fachowców do kierowania budową tuneli ściągnięto aż z Włoch. Budowa trwała 2 lata i 4 miesiące, do roku 1904. Wcześniej, zimą tory kolejowe układano wprost na grubej tafli lodu. Bajkał czasami rozmarza dopiero w czerwcu. Przeciągano też wagony na dużych płozach. Zdarzało się, że kilka składów poszło na dno. Głębia sięga w niektórych miejscach 1700 metrów i więcej. O pasażerach nie wspomina się, widocznie już w tamtym czasie hołdowano zasadzie “ u nas ludziej mnogo “. Wielogodzinne przeprawy usprawniły dwa promy. Jeden większy, rosyjski lodołamacz SS Bajkał, 64 m długości mieścił 24 wagony i lokomotywę. Drugi, mniejszy SS Angara, budowany na specjalne zamówienie w stoczni brytyjskiej. W setkach ponumerowanych częściach sprowadzono go do zmontowania na miejscu. Promy skróciły wprawdzie przeprawę do 4 godzin, ale wciąż operacja uzależniona była od pogody i związanej z nią wielkością fal. Wreszcie w 1902 r uznano, że transport wodny jest nie tylko zawodny ale i zbyt kosztowny.
Wkrótce po rewolucji, bolszewicy rozpoczęli elektryfikację trasy, prace na dziesiątki lat. Wobec wzrastających przewozów elektrowozy silniejsze i szybsze stały się koniecznością. Rewolucja miała doprowadzić do szczęśliwego końca, w myśl leninowskiego hasła , do “Władzy rad plus elektryfikacji”, czyli do komunizmu. Państwowotwórcze slogany głosiły na każdym płocie o mającym nastąpić kolosalnym postępie. Wśród ludu mówiono cichaczem, że nawet dzieci będą się rodzić przy pomocy pary i elektryczności: - wchodzi para do łóżka i wyłącza światło.

Jak polscy kosynierzy obalali carat

Jak zwykle, ciekawostki z mijanych stacji uzupełniał towarzysz podróży, historyk Zbigniew ze Stryja. 36 lat wcześniej, w 1864 roku - opowiadał - nadbrzeżnymi drogami południowego końca Bajkału maszerowało ponad 720 polskich więźniów. Skazani za wystąpienie przeciw “prawowitej władzy” carskiej, w powstaniu styczniowym. W niewoli zawiązali spisek mający obalić tyranię, przykładem wezwać do buntu miejscową ludność. Można powiedzieć przedsięwzięcie z rodzaju “porywania się z motyką na słońce”. Ogłosili się Syberyjskim Legionem Wolnych Polaków. Rozbroili pilnujące ich straże, rekwirowali broń, konie, żywność, zrywali sieć telegraficzną. Dysponowali zaledwie 70 karabinami. Większość była uzbrojona w na sztorc osadzonymi kosami. Drogę zagrodziły im wielokrotnie przeważające oddziały regularnego wojska. W pierwszym starciu, do którego przystąpiło zaledwie 250 kosynierów, zostali rozproszeni. Poległo 38 Polaków, 12 zmarło, kilku zaginęło. Ukrywające się grupy w terenie, w nadziei przedostania się do granicy chińskiej wyłapano. Przed sądem postawiono 683 powstańców. 260 uniewinniono. Głównych 7 przywódców skazano na karę śmierci. Ostatecznie rozstrzelano czterech. Trudno sobie wyobrazić, że NKWD nie wykorzystałoby gratki zgładzenia wszystkich powstańców.
Z żalem opuszczaliśmy piękny Bajkał. Następny Odcinek do Irkucka, zaledwie 70 km, też był widokowo interesujący. Stolica wschodniej Syberii, jedno z największych miast rejonu, wzniesiona na wiecznej zmarzlinie powitała nas przejmującym chłodem. Z głębokiej, 200 metrowej warstwy zamarzniętej ziemi, w lecie odmarza zaledwie 2 - 3 stopy. Zanotowany tam rekord zimna sięgał blisko -50 stopni C., zatem było to idealne miejsce do ulokowania systemu obozów niewolniczej pracy, zarówno dla caratu jak i Bolszewików. Już od początku XVII wieku do rejonu Irkucka zsyłano więźniów politycznych. Zbudowano tam też więzienie etapowe dla zesłanych na Kołymę. Samych tylko Polaków skazanych po powstaniu styczniowym do kopalń i na osiedlenie w rejonie było 20 000, a w mieście 2000.
Polacy wybudowali sobie murowany kościół i szkołę. Na polskim cmentarzu na którym chowano polskich powstańców, a na cmentarzu więziennym grzebano Polaków zmarłych w więzieniu. Polacy porozumiewali się między sobą i zesłańcami rosyjskimi. Tam też zrodziło się zarzewie buntu tak tragicznie zakończone nad Bajkałem i aresztowaniami w 1866 roku.
Wśród powstańców byli przedstawiciele wszystkich warstw społecznych i zawodowych: rzemieślników, inżynierów, naukowców, księży, a także chłopów i ziemian obytych z zarządzaniem i organizacją majątków rolnych. Przyczynili się oni w znacznej mierze do rozwoju tamtej gospodarki i kultury. Zwolnieni po odbyciu kary pozostawili po sobie pochlebne opinie odnotowane w miejscowej prasie.

Zupa, a zaostrzająca się walka klasowa

Z obfitymi zapasami suszonych ryb i jarzyn, głownie marchwi i ziemniaków pociąg z sojusznikami ruszył na spotkanie z następnymi odcinkami kolei, do Krasnojarska, Nowosybirska i Omska. Na trasie wykarczowano olbrzymi obszar tajgi, wybudowano 800 mostów, w tym 21 stalowej konstrukcji. Jedna czwarta torów prowadzi przez teren górski. Prędkość jazdy nieco wzrosła, ale postoje przeciągały się , często w zupełnej głuszy. Raz na 100 - 200 kilometrów, na małych stacyjkach nie było żadnej zabudowy, zupełny wygwizdów. Zapasy żywności topniały w oczach i nie było gdzie je uzupełnić. Do tego, na tak dużych stacjach jak w Krasnojarsku i Nowosybirsku nie można było dopchać się do kuchni z przydziałową zupą i chlebem. Im bliżej było do Kujbyszewa tym exodus polskich sprzymierzeńców, łagierników, zwolnionych z kołchozów “dobrowolnych przesiedleńców” i ich rodzin wzrastał w tempie przerastającym sowieckie możliwości zaopatrzeniowe.
Towarzysz Stalin ogłosił oficjalnie teorię w myśl której walka klasowa w ZSRR zaostrza się wraz postępami budowy socjalizmu. Po wytępieniu burżujów, pomieszczyków (kamieniczników) i spekulantów teoria legalizowała dalsze aresztowania dla uzupełnienia ubywających sił roboczych w obozach niewolniczej pracy.

Potrzeba matką wynalazku. Stanisław zauważył, że w niektórych miejscowościach na trasie, w pobliżu dworców działały stołówki dla wybranych - aparatczyków partyjnych miejscowej administracji i podróżujących ważniaków związanych z władzą. Również wojskowi mogli się tam posilić. Postanowił wykorzystać jadłodajnie dla uprzywilejowanej klasy, gdzie głównie walka klasowa toczyła się między tymi, którzy skończyli trzy podstawowe klasy, a tymi którzy ukończyli cztery. Na którymś z bazarów kupił podniszczoną furażerkę i wojskową rubaszkę (koszula z kieszeniami, wypuszczana na spodnie, przepasana pasem). Wyjściowe buty, w których został aresztowany, już wcześniej wymienił na wojskowe czoboty (buty z cholewkami do pół łydki) bardziej przydatne na zabłoconych bazarach i uliczkach. W spodniach wpuszczonych w cholewki, z lewą ręką podwiązaną chustą i menażką wojskową wyglądał jak żołnierz na tymczasowym zwolnieniu zdrowotnym. Wkroczył do stołówki pewnie i szybko, salutując pilnującemu wejście tak, że ten nawet nie zdążył zapytać o uprawnienia. Mimo zdenerwowania udało się za pierwszym razem. W okienku jadłodajni młode kobiety widząc dzielnego wojaka nie zadawały pytań. Nie robiły też żadnych trudności gdy poprosił o podwójną porcję zupy i chleba dla słabszego towarzysza zdążającego z nim na front. Zadowolony, też głodny Józef jadł, ale nie miał odwagi zaryzykować udziału w tej “walce klasowej”.

Cdn.

  Następny artykuł:

Napisz do Redakcji