nr. 83
VICTORIA, BC,
Grudzień 2017
NavBar

INFORMACJE 
LOKALNE
ważne adresy i kontakty

REKLAMA
Polskie delikatesy
w Victorii


NADCHODZĄCE IMPREZY
I WYDARZENIA

Obiad Noworoczny
Dom Polski
14 stycznia

Zabawa Sylwestrowa
Dom Polski
31 grudnia


ARTYKUŁY

Bibliotekarka
Dyżurna


Z. Kossak-
Cicha Noc


S. Smolka-
W Wigilię

Bożego Narodzenia

Opłatek
tradycja

B.Ulewicz-
Camino

pielgrzymka

E.Kamiński-
Zapiski"

ciąg dalszy

S. Rdesiński
Flis

odrzański

A.Kurnicki-
Generał Rowny

wspomnienie

Orle gniazdo
polska legenda

Teleskop TMT
astronomia

Życaenia
świąteczne


Helena Mniszkówna
Trędowata

odc. 38

Rozmaitości

Indeks autorów

Orle Gniazdo

Dawno temu, gdy nieprzebyte puszcze splątaną gęstwiną porastały rozległe równiny i zbocza nieba sięgających gór, liczne plemiona Słowian wędrowały w poszukiwaniu najdogodniejszych siedzib...
Szły najpierw zastępy wojów odzianych w skóry zbrojnych w luki i oszczepy. Kroczyli dzielnie, torując drogę współziomkom: mężom i kobietom, starcom i dzieciom. Każdy z wędrowców dźwigał na plecach swój dobytek. Byli tacy, ktorym nie ciążył on wcale, lecz niektórzy schylali się do ziemi pod ciężarem worów wypchanych wszelkim dobrem. Młodzi chłopcy pędzili za luddzką ciżbą stada koni, krów, baranów i kóz. Pochód zamykały groźne odzialy tylnej straży.
Mijały dni i tygodnie, a oni wciąż wędrowali przechodząc i pustkowia nieprzyjazne i ukwiecone łąki. Nie zatrzymywali się jednak nigdzie dlużej niż trzeba bylo, żeby nieco odpocząć. Mrowie ludzi uparcie posuwało się na przód. Nie mogły go powstrzymać ani zdradliwe bagna, ani kuszące ożywczym cieniem doliny, ani szumiące zagajniki, pełne leśnych rusałek i ich czarów.
Na czele zastępów jechali konno wodzowie – trzej rodzeni bracia: Lech, Czech i Rus. Każdy postawny dorodny, ale każdy odmiennej natury. Powiadali ludzie, że Lech był pogodny i szczery, Rus poważny i zamknięty w sobie, Czech zaś bystry bardzo, ponad wszystko lubił żarty.
Zbliża się wieczór kolejnego dnia wędrówki, gdy plemiona dotarły na skraj wielkiej szumiącej puszczy. Trzej bracia wstrzymali konie, zdumieni pięknem roztaczającego się przed nimi widoku. Oto stanęli na skraju żyznej doliny przeciętej wijącą się wstążką rzeki. Między niewielkimi wzniesieniami połyskiwały nieruchome tafle drobnych jezior, odcinając się ciemnym blękitem od soczystej zieleni traw. Wokół panowała głęboka cisza, zwiastująca nadejście cieplej nocy.
Nagle zaszumiały szerokie skrzydła: z rosnącego na pobliskim wzgórzu dębu poderwał się srebrnopióry orzeł i zatoczył szerokie koło na tle zachodzącego słońca. Rus porwał za łuk, chcąc zestrzelić wspaniałego ptaka, lecz Lech powstrzymał go ruchem ręki.
Oto znak – powiedział – Potężny orzeł założył tu gniazdo, by żyć szczęśliwie i spokojnie do końca swoich dni. I ja pozostanę w tej dolinie, a na górze zbuduję silny gród. Moi ludzie znajdą tu radość i odpoczynek.
- Piękne to miejsce – zgodzili się z nim pozostali bracia. I slusznie robisz, że pozostajesz tutaj, my jednak musimy iść dalej, bo ta dolina nie pomieści wszystkich plemion. Los pozwoli, że znajdziemy swoją ziemię.
Stało się jak rzekli; Rus i Czech ruszyli w drogę, a po jakimś czasie zalożyli wspaniałe warownie – jeden na wschodzie, drugi przeszedwszy Karpaty, na południu. Lech zaś pozostał w zielonej dolinie, gdzie wkrótce zadudniły topory, a ludzie z drewnianych kloców zaczęli wznosić swoje domy, by żyć w nich i pracować szczęśliwie.
Nie minęło wiele czasu, gdy powstał gród, od gniazda ujrzanego po długiej wędrówce Gniezdnem, a póżniej Gnieznem zwany. Stał się on wkrótce pierwszą stolicą polskich władców Przez całe zaś lata po tym wydarzeniu, para bialych orłów wychowywała młode na potężnym dębie, w okół którego zbudowano warownię. Nic więc dziwnego, że mieszkańcy doliny obrali sobie wizerunek srebrnopiórego ptaka za godło. >

  Następny artykuł:

Napisz do Redakcji